Od wczoraj miałem mega, MEGA dziwną przypadłość w moim e46, jechałem sobie w nocy i nagle przy 110-120 kierownica wpadła mi w ogromne wibracje. Zatrzymałem się i po ciemku nie widziałem nic złego i trochę wolniej dojechałem do domu. Rano wsiadłem do auta, i dalej to samo. Kierownica lata jak wściekła i do tego auto jakoś pływa po drodze przez to. Dziwny brak pewności w prowadzeniu, więc pomimo ekspresówki zwolniłem do 90 i toczyłem się dalej bo przy tej prędkości wibracje już mniejsze. Nagle pojawiła się kontrolka na desce, że prawa żarówka z przodu padła (w moim wypadku xenon) i o dziwo dokładnie w tym samym momencie kierownica przestała telepać

. Przyspieszyłem, próbowałem na różne sposoby i nic nie wibrowało.
Dojechałem pod biurowiec, wyłączyłem silnik i kontrolka dalej świeci, a prawy xenon nie świeci. Wyłączyłem, włączyłem i działa. Po pracy zobaczę jak z jazdą, ale co to za diabeł siedzi w tym aucie?? Xenon połączony z kierownicą? Wiem, że brzmi to jak dziecięca fantazja ale to wygląda jakby było połączone ze sobą. Zima nie lubi mojego złotego
