Ja, jak najbardziej serio. Rdzenni mieszkańcy najstarszych gór w Polsce mnie w tym uświadomili.
Wcześniej myślałem, że denaturat to tylko do diesli się dolewa. Gdy pracowałem i mieszkałem w Kielcach, samochód-wtedy opelek parkowany był pod chmurką. Późnej jesieni i wczesną zimą(gdy zaczęły sie nagłe mocniejsz nocne przymrozki) zaczęły się dziwne kłopoty z odpalaniem, po odpaleniu ni z tego ni z owego gasł, szarpał podczas jazdy, gasł na skrzyżowaniach. Brałem pod uwagę różne możliwości.
W pracy pracownik powiedział mi "sztygar, dolej se denaturatu do zbiornika", a ja

. Nawet z powietrza w zbiorniku przy nagłych
zmianach temperatury może się wytrącić para, osiada na ściankach zbiornika, spływa na dno i zaczyna się "bigos".
Alkohol jest "pośrednikiem", bo miesza się z benzyną i wodą. Od tamtej pory i w kolejnych oplach i jeszcze w bmw woziłem plastikową "flaszkę" denaturatu. Ja zakrętkę wychlapałem do towarzystwa, reszta szła w zbiornik przed większym tankowaniem

.
Tak raz na 2tyg.-miesiąc. Robiłem wtedy od 2 do 4tyś km. miesięcznie.
Nawet w samym paliwie z dystrybutora może się trafić woda.