Zaczęło się od smrodu spalin w aucie. Kupiłem więc uszczelki do kolektora wydechowego, a że lubię grzebać to zdjąłem pokrywę zaworów włącznie z wtryskiwaczami piękny dostęp a tu... pęknięty kolektor wydechowy. Na pół przy turbo. Nie pocieszyło mnie to zwłaszcza jak zobaczyłem ceny używanych (450-750 zł) ale udało mi się kupić nówkę zamiennik za 464 z przesyłką. Dużo grubszy i cięższy. Był ładny dostęp do turbo, więc wyjąłem je i oddałem do regeneracji. Nie do jakiegoś tam chałupniczego szwagra, tylko do firmy która się tym zajmuje profesjonalnie. Ale aby to było zrobione tak jak należy sam kupiłem koras/kor/chra/rdzeń i oddałem Ładnie wyszkiełkowali umyli wsadzili koras wzięli 300 zł i założyłem. Tak się zastanawiam, czy nie dałem 300 zł za czyszczenie

Sprawdziłem całe sterowanie podciśnieniowe i na jałowych obrotach skakała sztanga. Nie milimetr czy dwa ale centymetr. Około 2-3 razy na sekundę. W elektrozaworze zamieniłem miejscami wężyki sterowania ( ten od gruszki podpięty jest do górnego króćca) i przestało skakać. Problem w tym, że wcześniej na starym turbo auto przy 1750 obr/min już rwało, a teraz 2200-2300 i dopiero jest podobny efekt. Podobny bo w moim odczuciu przyśpiesza gorzej. W firmie gdzie czyścili turbo zarzekają się, że zostało skalibrowane do fabrycznych parametrów na specjalnej maszynie. I teraz nie wiem co robić, bo nie będę sam regulować tego, bo mogę coś popsuć. Jakieś pomysły?