Macie racje.
Następuje rekompensata w 100%.
Tyle że owe 100% wynika z katalogów infotax,eurotax, infoexpert, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością, jednak są respektowane zarówno przez biura ubezpieczeniowe jak i są podstawą do uznawania wartości przez sądy.
Tak więc, sąd powie to samo co ubezpieczyciel, ponieważ bazuje na tych samych katalogach i na tych samych rzeczoznawcach.
Przepisy komunikacyjne mówią że pełna rekompensata to albo naprawa albo zwrot pieniędzy.
Kiedy niemożliwa jest naprawa, bo jej wartość przekroczy wartość przedmiotu szkody, to wtedy następuje rekompensata finanansowa, która ma się nijak do rzeczywistości, w większości przypadków.
jak ktoś ma padalca, to wtedy na tym nawet zarobi, bo pozbędzie się złomu po średniej wartości katalogowej która z reguły będzie wyższa niż kwota za jaką by sprzedał auto.
jeżeli ma auto zadbane, to z reguły kupno takiego egzemplarza po średniej cenie katalogowej jest nie realne.
Każdy agent ubezpieczeniowy powie, że najlepiej mieć takie auto, którego wartość jasno wynika z katalogu, wtedy w razie czego dostaniemy mniej więcej tyle ile było warte.
natomiast w polsce absolutnie nie warto do starych aut kupować nowych drogich dodatków, podnoszą one wartość auta w naszych oczach i tylko w naszych oczach, natomiast te rzeczy dodane do auta w/g biur ubezpieczeń i katalogów, sa nic nie warte.
Jedynym rozwiązaniem takiej sytuacji, jest ubezpieczenie AC z wyszczególnienem wartości dodatkowego ubezpieczenia. Takie ubezpieczenie AC które mamy 'dla siebie' jest podstawą do podniesienia wartości pojazdu w przypadkusz szkody likwidowaniej z OC sprawcy, nie z naszej winy.
Jest to paradoks, bo przecież my nie walimy, więc poco nam AC? Ano własnie po to, aby w razie czego móc się do czegoś odwołać i mieć pisemną podstawę do swoich roszczeń opieczętowaną przez honorowane organy.
Również na wszystkie 'dodatki' trzeba mieć faktury i paragony (również bezsens), bo inaczej nowe rzeczy zostaną wycenione jako 'nasto letnie' przez co felgi kupione np za 3k będą miały wargość katalogową '300 pln' (głupie ale prawdziwe).
A wytaczanie spraw cywilnych bezpośrednio do sprawcy?
Każdy sąd odrzuci takie coś, każdy sędzie powie że sprawdza ma OC i szkoda ma być likwidowana z OC.
Wtedy można się sądzić z biurem ubezpieczeń i następują procedury wycen/wg katalogu które są zbliżone do tych z biur ubezpieczeń i często można uzyskać nic ewentualnie pare groszy.
Tak więc, można jedynie mądrze ubezpieczać auto (AC+OC+NW) na rzeczywistą jego wartość, zbierać rachunki/faktury/paragony na drogie dodatki/naprawy oraz zawsze się odwoływać w przypadku szkody całkowitej.
Prawo jest tak skonstruowane że chroni TU a zwykły człowiek może tylko stracić czas, nerwy i pieniądze.
Aby wyjść na możliwe zero to najlepiej jak ubezpieczyciel wyceni wartość auta przed szkodą jak najwyżej, wartość po szkodzie, jak najniżej, bo:
- wypłaca różnicę między wrakiem a wartością całkowitą
- wrak z reguły da się opchnąć ciut drożej na własną rękę niż wyceni ubezpieczyciel (oferują odkupienie po swojej złodziejskiej cenie).
Gdy nie ma szdkody całkowitej a mamy stare auto to absolutnie nie opłaca się brać pieniędzy i naprawiać na własną rękę.
Wtedy dostajemy grosze bo auto jest stare i żaden blacharz nawet nie spojrzy na to za te pieniądze.
Wtedy robimy bezgotówkowo, wstawiając auto do ASO
![Kwadratowy :]](./images/smilies/splash.gif)
i wtedy biuro MUSI zapłacić ASO, które ma najwyższe ceny i skasuje ich ostro.