Poszukując swojej pierwszej E36 natrafiłem na ogłoszenie na allegro. Samochodzik na fotkach miodzio, super się prezentował, kremowa tapicerka śmery, bajery. Zadzwoniłem, ogólnych informacji zasięgnąłem, no z relacji faceta super. Tego dnia popisaliśmy jeszcze parę maili w których opisał stan samochodu, wszystko git. Następnego dnia, godzina 16, szybko z roboty jadąc jeszcze raz dzwonię upewnić się czy aktualne. Śnieg pada, ciemno do gościa mam ponad 200km, ale jestem tak zdeterminowany że nic mnie nie zatrzyma. Przyjeżdżam na miejsce.... i patrze...
1.lewy błotnik - ok, masa-wyżej, prawy błotnik jeszcze wyżej....
2.tył w podkładzie...
3.samochód jak lowrider stoi pochylony na prawą stronę...
4.spod głowicy olej płynie..
5.dużo by wymieniać jeszcze..
Pytam gościa: "o tym samochodzie rozmawialiśmy?"
Koleś w gumowiakach rzecze mi na to: "tłłłaak słyn tylko kiedyś o krzłaka zaczepił i delikatnie zarysowałł..."

Historia nr 2:
Dawno temu sprzedawałem swoją Jette za 2.500zł. Samochodzik naprawdę zadbany 1.6D, moje oczko w głowie (pierwszy samochód).
Dzwoni koleś mówiąc czy mogę przyjechać do komisu na drugi koniec miasta bo tam jego brat obejrzy, a on się nie zna. Nie chciało mi się, ale zależało mi na czasie wiec się zgodziłem. Przyjeżdżam, wychodzi koleś i po 1min oględzinach mówi:
-daje 1000zł za niego!
ja mu na to:
-dużego fiata sobie kup za to!
odwróciłem się i rzecz jasna pojechałem na piwo
