dziabi3-nie denerwuj się
Ja tak właśnie obserwuję, obserwuję i czekam co tu jeszcze komu do głowy przyjedzie.
Na zimno/na ciepło, na śluz/bez śluzu

. Kłania się tu jedno stare powiedzenie "kto smaruje, ten jedzie".
Chce ktoś zapiec świece totalnie-niech zdezynfekuje gwinty na świecy i w głowicy, dokręci maksymalnym momentem wskazanym dla tejże świecy i niech jeździ bez żadnej kontroli tej świecy przez np. 5 lat i 100 tyś. km.
Ja nie pamiętam kiedy nie dawałem minimalnej/śladowej ilości syntetycznego oleju silnikowego na gwint wkręcanej świecy. Daję tez kropelkę między korpus metalowy świecy a podkładko-uszczelkę. Po to żeby tam był lepszy poślizg i podczas dokręcania/odkręcania podkładka ta ślizgała się po świecy a nie frezowała głowicy.
Odkręcanie/przykręcanie- w moim przypadku tylko na letnim/zimnym silniku.
Przecież nie chodzi tu tylko o to, że dziurka w głowicy zmniejszy swoją średnicę ale także o to że zmienia się skok gwintu pod wpływem niewidocznej zmiany długości otworu na świecę-grubości głowicy w przekroju osiowym otworu. Sama świeca jest trochę z innego materiału!!.
Jeśli ktoś chce koniecznie sprawdzić, to niech wkręci świecę w gorącą głowicę i spróbuje jak ta świeca trzyma się w zimnej głowicy.
Nawet NGK, podaje jak i przy jakiej temp. głowicy/silnika należy wykonywać wymianę świec.
Następna sprawa, to jest to jakiej firmy mamy świece. Czasem wszystkie te zabiegi można sobie w otwór wsadzić.
Bezpośrednio przed badaniem kompresji radzę po prostu na zimnym silniku świece poluzować i dokręcić mniejszym momentem, np. 20Nm zamiast standardowego 28Nm. Po nagrzaniu i kontroli ciśnienia odczekać aż się silnik ostudzi, wkręcić i dokręcić świece zalecanym momentem.
Nagar też jest środkiem poślizgowym. Stwierdził to już dawno emerytowany prezes castrola.
Lanie WD40 i innych środków na zupełnie zapieczoną, nie poluzowaną chociaż minimalnie świecę to też odprawiane czarów.
Świeca musi chociaż minimalnie ruszyć/dygnąć podczas próby odkręcania. Wtedy można ją zalewać od góry różnymi specyfikami i bardzo delikatnie, z cierpliwością lewo/prawo próbować odkręcać.
Pukanie i stukanie przez rurkę w metalowy korpus świecy to może i dobra metoda, tylko trochę niebezpieczna bo można doprowadzić do pęknięcia i pokruszenia izolatora elektrody środkowej. Okruchy tego izolatora bardzo trudno będzie w całości wyssać z cylindra.
I tak można by opowiastki mnożyć.
Najważniejsze jest odpowiedzialne i umiejętne wkręcenie i dokręcenie świecy.
Gdy się kupi samochód od kogoś, kto przykręcał świece jak śruby przy kołach, lub też nie zaglądał i nie sprawdzał stanu tych świec (przez to że ma jakieś irydy czy platyny) przez kilka lat i 50-100 tyś. km to można się spodziewać kłopotów z wykręceniem tych świec.