jiGsaw napisał(a):
To wszystko odbywa się na zasadzie podświadomości, odruchów Pawłowa. Kiedyś będąc w Poznaniu, kręciłem się autem po uliczkach w centrum szukając miejsca mojego noclegu, każdy pewnie przeżywał coś podobnego i wie jakie roztargnienie się wówczas załącza. Wjechałem w jakąś uliczkę i patrzę, że dużo pieszych stoi przy przejściu, odruchowo się zatrzymałem by ich przepuścić. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłem, że nie idą, ale bardzo się wahają, czy nie iść. Okazało się, że był tam sygnalizator dla pieszych, który wskazywał czerwone światło. Dopóki nie podjechałem wszyscy stali na baczność. Jak stanąłem by ich puścić zdecydowanie zdeprymowało to wielu z nich, a przecież nie powinni zwrócić uwagi na to, że ja tam stoję, bo oni mieli czerwone światło. Sam fakt mojego przepuszczania wyłączył im mózgi, zdurnieli, w takiej chwili łatwo o nieszczęście. Być może niektórzy nawet chcieli iść i wytłumaczyć sobie, że ich sygnalizacja jest do dupy.
Witam. W pełni podzielam Twoją wypowiedź i jestem niemal pewien, że właśnie tak było, ponieważ piesi byli równie zaskoczeni jak ja(dodam przy okazji, że nie staruszki, ale młode osoby), ale niestety zaufali "Panu sygnalizatorowi". Najbardziej jednak wkurzyło mnie w tej całej sytuacji to, że facet miał pełne przekonanie, że to ja jestem kompletnym debilem i piratem w BMW a on kulturalnym użytkownikiem dróg, który po prostu chciał przepuścić grupkę pieszych. Dodam jeszcze, że jeżeli to był miejscowy a miasteczko naprawdę było malutkie to zapewne znał tych pieszych a na własnym terenie poruszając się niemal automatycznie można zacząć "improwizować" na drodze, nie biorąc pod uwagę, że akurat w danej chwili będzie przejeżdżał ktoś z drugiej strony Polski, kto nie zna nawyków okolicznych kierowców i nie porusza się z takim samym automatyzmem i improwizacją.