Wychodze z domu i ide do Bumy na parking, bo mialem sprawe na miescie. Wsiadam opieszale do auta,(buma stoi tylem do jezdni) zostawilem otwarte drzwi (powli odpalilem, ustawilem klime, wlaczylem światla, zapialem pas) i podczas tych czynności widze katem oka, ze jedzie lansowóz-radiowóz. Mocno zwolnil za mna, ale przejechal i git. Wyjezdzam z parkingu, przejechalem moze z 50 metrów wjezdzam w luk 90 st., a tu panowie w radiowozie wyjezdzaja z za drzew (bo mieszkam w domku zaraz przy lesie) i trabia

na mnie i kaza mi zjechac na pobocze. Zjechalem powoli, coby sobie felg o nierowności nie zepsuć. Wychodzi do mnie Miś i wiadomo: dokumenty samochodu, PJ prosze i dowód osobisty. Mowil do mnie tak ze przez minute mysllem ze jest wciety

ale okazalo sie ze ma taka wade wymowy
Kaze mi wylączyć silnik. Wsiada do lansowozu i slysze sprawdzaja numery ( blachy i VIN) pozniej PJ. Kaze mi wyjsc z samochodu iiii ... prosze pokazac gaśnice - pokazuje

, prosze pokazac trójkąt - pokazuje

, prosze pokazac VIN - pokazuje

, pozniej kontrola wszystkich światel

, a te felgi to czasem nie wystaja poza blotniki.
Pytam jakiś szczególny powód tej kontroli?? Slysze - nie.
Oddal dokumenty i do widzenia
Skontrolowali to OK- bo moglo wygladac, ze wlaśnie sobie pozyczam czyjas Bume.
Mogli tez specjalnie to zrobic, tak dla zasady, bo wlasnie Buma i góre od dresu mialem akurat
Jedna kwestia, czy nie mogli tego zrobic na parkingu?? Przejechalem 80m i kuźna musialem gasić silnik,zjezdzac na jakies nierówne pobocze, a poza tym co to za trąbienie i machanie do mnie "ręcoma"
Nie pyszczylem, bo mi się spieszylo
Ot nasza policja - a jak sięgalem po gasnice za fotel to moglem ich (hipotetycznie) dwa razy ustrzelic z broni. (gdybym mial i byl do tego zdolny) - tacy czujni i asekuracyjni byli. Ciekawe kiedy beda podchodzic do kierowcy jak w USA??