Tomek napisał(a):
Co tam Golfa, dom od razu konfiskować. Ale rozumiem problem, dlatego też już pisałem i o tym, krótkoterminowe pozbawienie lub jeszcze lepiej ograniczenie wolności.
Ale przecież to nie domem wpada się na przystanek pełen ludzi, bez demagogii proszę.
Pozbawionemu wolności trzeba znaleźć zajęcie, inaczej bezsensownie wycina się komuś z życiorysu parę miesięcy lub lat. Proponowałbym nieodpłatną pracę przy usuwaniu skutków wypadków drogowych, zdrapywanie flaków z asfaltu i zbieranie rozkawałkowanych zwłok w czarne worki potrafi nauczyć pokory i szacunku do życia, jeśli wierzyć tym, którzy imali się takich zajęć.
Tomek napisał(a):
Praktyka pokazuje że póki co to podwyższają dopuszczalną prędkość.
... bo i tak nikt nie przestrzegał debilnych ograniczeń, stawianych przez jakiegoś robota z urzędu, który może nawet nie ma prawa jazdy?
Zresztą co mi po podnoszeniu dopuszczalnej prędkości na ogryzkach dróg ekspresowych i płatnych autostradach, skoro lwią część trasy przez Bolandę pokonuję jednopasmowymi drogami krajowymi ze średnią prędkością 50~60 km/h i to jak jest mały ruch, bo w co trzeciej wiosce czai się fotopstryczek, nieoświetlony traktor, pijany rowerzysta albo pieszy w ciemnym ubraniu?
Jadąc przez Rzeszę czułem się lekko zmęczony monotonią, dwa-trzy pasy, przeważnie gładkie jak nogi modelki na plakacie, kilkaset kilometrów śmignęło nie wiedzieć kiedy. Jadąc przez Bolandę jestem zmęczony ciągłą walką o przetrwanie, natłokiem znaków, kolizyjnymi skrzyżowaniami i innymi urozmaiceniami, o których łatwo przekonać się, wyjeżdżając poza Warszawę w cywilnym, nieuprzywilejowanym samochodzie. Stanowiący prawo rzadko tak jeżdżą, może dlatego nie wiedzą o co w tym wszystkim chodzi.
Tomek napisał(a):
jonas napisał(a):
Czyli kiedy na czerwonym na ulicę wtargnie pieszy (jeśli dobrze kojarzę zapisy z kodeksu ruchu drogowego, istnieje pojęcie "wtargnięcia pieszego") prosto pod przepisowo jadący samochód (50 km/h w terenie zabudowanym, żadnych świrujących dresiarzy w starych beemkach), będzie to wina kierowcy. Logiczne i praktyczne.
Męczy mnie to Twoje prymitywne politykowanie. Tym bardziej że masz problem z ogarnięciem elementarnych pojęć oraz rozróżnieniem winy, odpowiedzialności i kary. Jak już będziesz gotowy do dyskusji na poziomie wyższym niż forum ONR to zapraszam do kontynuowania wątku.
Przyjacielu, to nie jest prymitywne politykowanie, tylko wprowadzona w życie wizja nieprzestrzegania przepisów przez pieszych, do czego wydajesz się zachęcać owym "niekaraniem niechronionych". Doprowadzi to do absurdów i tragedii, mimo że na pierwszy rzut oka brzmi dobrze, nowocześnie i europejsko.
Tomek napisał(a):
Ale to karanie to tylko część systemu. To że media się na tym skupiają a ludzie praktycznie jedynie to zauważają nie znaczy że tylko w tym aspekcie zmiany mają miejsce. Wielu tu nie bardzo się może odnieść do tego w szerszym kontekście ale Ty młody nie jesteś więc przypomnij sobie jak się po kraju jeździło w latach 90 a jak teraz. Ja, poza nielicznymi wyjątkami*, widzę potężną zmianę na plus.
W latach 90 miałem kilka-, a potem -naście lat, więc oczywiście nie prowadziłem samochodu, ale z ojcem jeździliśmy trochę w różnych porach roku. Jeździło się
a) szybciej
b) spokojniej
bo samochodów było dużo mniej, prawa jazdy nie znajdywano w czipsach Lays, a fotoradar był taką atrakcją, że ludzie sami z siebie zwalniali, żeby się przypatrzeć. Podobną atrakcją była autostrada, pamiętam dobrze taką kilkunastokilometrową darmową próbkę pod Tuszynem, dziwiłem się bardzo - dwa pasy ruchu w jedną stronę poza miastem? Żadnych furmanek ani kombajnów? Żadnych ostrych zakrętów, drzew na poboczach? Polonez "Borewicz" poleci 130 km/h? Dziw nad dziwy. W tym akurat sporo się poprawiło, ale mając ponad 20 lat chyba tylko afrykańscy Murzyni, czyli ludzie kompletnie niezdolni do podjęcia zorganizowanych działań na rzecz wspólnego dobra, nie wybudowaliby jakiejś drogi.
Tomek napisał(a):
Problem w tym że innych rozwiązań Polacy nie akceptują. Przykład kilka postów wyżej

Jestem w 1/16 Czechem. Czy to wystarczy za wymówkę?
