Rafał napisał(a):
W weekend oglądałem Snajpera Eastwooda. Nic wcześniej nie słyszałem o tym filmie, dla mnie nudny jak flaki z olejem. Akcja filmu w skrócie: jedzie na wojnę, wraca, jedzie na wojnę, rodzi się dziecko, wraca, jedzie na wojnę, rodzi się drugie dziecko, wraca, jedzie na wojnę. Sceny wojenne wg mnie słabe ale w zasadzie film nie jest o tym tylko o rozterkach psychicznych. Dla mnie to wszystko słabe.
ja zupełnie inaczej odebrałem ten film, podobało mi się to że nie było ton materiałów wybuchowych, ataku kosmitów i ironmena który wszystkim ratuje tyłki

ludzie przywykli do tego, że gość strzela z pistoletu do cysterny na stacji benzynowej i wysadza tym pół NY, samemu wychodząc bez jednego zadrapania a od buchających płomieni odpala fajke
W sniperze wg mnie przedstawiono surowo, bez zbędnego koloryzowania jak to jest być żołnierzem, strzelcem wyborowym, jednak jest to film biograficzny a nie Sci-fi. Pewnie wielu ludzi się nad tym nie zastanawia ale mi dało do myślenia co czuje i co myśli snajper celując do dziecka. Nie ma fruwających flaków jak w Szeregowcu Rayanie ale w tym filmie chyba nie o to chodziło. To co mi się najbardziej podobało to realizm "snajpera".
a co do gwiazd filmowych - nie wiem kiedy to było ale super akcja, dzieci chociaż na chwile mogły się oderwać od rzeczywistości
