Dobrze, nie będę już wklejał zredagowanych przeze mnie tekstów, a skoro tytuł tematu jest dla Ciebie nie odpowiedni to już go zmieniam.
Ok, lecimy dalej: FED stoi w miejscu (3,5–3,75%), jakby nie widział, co się dzieje. A dzieje się dużo: PPI: 0,7% zamiast 0,3% co daje roczną inflację na poziomie 8,4%. Inflacja wraca i nie pyta nikogo o zgodę. Co gorsza to dane z lutego czyli z przed rozpoczęcia wojny. Przypomnę ropa była po 60 USD, a teraz mamy ponad 115 USD. Więc pytanie nie brzmi „czy inflacja wzrośnie” tylko jak bardzo wymknie się spod kontroli. Trump naciska na obniżki, rynki żyją fantazją o tanim pieniądzu. Tymczasem rzeczywistość jest brutalna, FED może być zmuszony do agresywnych podwyżek. Czyli dokładnie odwrotnie niż wszyscy chcą. Efekt końcowy? Najgorszy możliwy miks: wysokie stopy + drogie paliwo + wojna = uderzenie w gospodarkę z trzech stron. Rynki już pękają. Dow Jones -800 pkt w jeden dzień. ~4000 pkt w dół od lutego. To nie jest „korekta” — to zaczyna pachnieć paniką. Obligacje 30-letnie na 4,9%. Przy długu 39 bilionów USD to oznacza lawinowy wzrost kosztów. System zaczyna się dusić własnym długiem czyli dzieje się dokładnie to o czym cały czas mówiłem. I teraz najlepsze bo w tle mamy wojnę. Atak na South Pars czyli największa eskalacja konfliktu. Ropa zaraz eksploduje. USA ewakuują ambasadę. A Trump twierdzi, że nic nie wiedział. Jeśli to prawda to znaczy, że nie kontroluje sytuacji. Jeśli nie to znaczy, że sytuacja jest jeszcze bardziej niebezpieczna, niż się wydaje. Nie ma tu dobrego scenariusza. To jest moment, w którym wszystko zaczyna się zazębiać: inflacja, wojna, dług i polityka. I dokładnie tak zaczynają się największe kryzysy
