Rafal525 napisał(a):
Dokładnie. Trzeba się liczyć z tym że możesz dostać mandat, coś się zepsuje, coś wyjdzie po przywiezieniu auta i milion innych rzeczy po drodze do podpisania umowy o sprzedaży samochodu.
Tak na szybko:
- ciężko znaleźć odpowiednie egzemplarze do handlu (np. Bułgarzy, Rumuni, Litwini przebijają nawet ceny wyjściowe, żeby tylko kupić samochód, zamiast negocjować cenę, to ją podbijają).
- podczas wyjazdu (w moim przypadku od 2500km do 5000km) może stać się wiele, wypadek, kolizja, kradzież, awaria, mandat itd.
Trzy tygodnie temu miałem awarię samochodu i dostałem dwa mandaty- suma 5000zł i zabrane prawo jazdy (już odebrane).
Kolegę okradli dwa razy, raz we Włoszech na ok 12 000zł, raz w Belgii na ok 40 000zł.
3 czy 4 lata temu jechałem osobówką do Włoch, 40km przed "metą" otarłem się o barierkę- szczęście, że jechałem BMW (mocna blacha), a nie jakimś japońcem czy francuzem. I plus, że asfalt wylany był do końca barierki.
- jak już zakupisz auto.. pójdziesz wyrejestrować i okażę się, że nie ma takiej możliwości, bo sprzedający zagubił jeden dokument/ agencja nie wyrobi się wyrejestrować auto/ popsuł się komputer i trzeba czekać na kolejny dzień roboczy, jest piątek, więc czekasz do poniedziałku, w poniedziałek jest święto i czekasz do wtorku, a we wtorek okazuje się, że podczas wyrejestrowania auta wyszło na jaw, że nie był płacony podatek drogowy i nie można auta wyrejestrować, więc włączasz komputer i od nowa przeglądasz ogłoszenia
- ok, auto kupione no i jedziemy na Polskę

np włosi czepiają się bardzo o tachograf ostatnio.. nie masz? No to 800euro i zabrane prawo jazdy.. no nic, pech, jedziemy dalej.. w Austrii waga, kolega jedzie pierwszy na próbę, waga się zgadza, ale przecież Polak nie może wyjechać z wagi bez mandatu, więc poprosimy Pana na "kombajn", czyli sprawdzenie świateł, wycieków, zawieszenia itd, nie ma jednego stopu i jeden obrysówki, a półoś lekko się poci? 110 euro mandat. Z drugim kolegą omijamy wagę landówką i lecimy dalej.. najpierw kilka godzin na parkingu, w końcu brat poszedł osobówką sprawdzić czy na landówce nie ma policji..
Jeszcze.. kilometr i będziemy w Czechach.. no tak, ale już siedzi policjant austriacki z lorenetką w samochodzie i czeka na samochody z lawetą/autolawety na polskich rejestracjach i na bok.. znowu ważymy.. akurat tą wagę można objechać innym przejściem, 50km dalej, ale można...
- no nic, dojechaliśmy do Polski, samochód opłacony, ale w celnym twierdzą, że za mało zapłaciłeś akcyzy i chcą więcej!
- auto opłacone, wyszykowane do sprzedaży no i czekamy.. dzień, miesiąc.. rok... sprzedane...

to było tak po łebkach....