Kucharz napisał(a):
Podstawowym problemem restauracji w Polsce jest fakt (podobnie jest z salami weselnymi), że są one obecnie najczęsciej otwierane przez ludzi, którzy pieniędzy dorobili się na czyms innym, a otwarcie restauracji traktują jako zachciankę, hobby lub po prostu cos prestiżowego i dobrze brzmiącego
no właśnie........ każdemu sie wydaje, że może mieć knajpe, że umie gotować (?), że ma o tym pojęcie..
Ale kurna skąd to wynika ? Według mnie, to stąd, że ci ludzie po prostu traktują kuchnie bylejako, bo jakby mieli szacunek do materii i mieli jakiś gust, to by sie za to nie brali, a kuchnia jeszt sztuką
Kucharz napisał(a):
jest mniej klientów to po pierwsze jakosć jest niższa (bo albo mrożenie albo stare mięso) i jednoczesnie próbka która wystawia swoje noty i stanowi dla nas źródło informacji o tym co podajemy, a co powinnismy jest mniejsza.
A ja mam takie spostrzeżenie, że Polacy czują się bardzo niekomfortowo w chwili kiedy ktoś zwraca uwagę w knajpie, że coś nie gra.
Jest tu jakaś taka hipokryzja, jak zapyta kelner czy smakowało, to powiedzą że wszystko dobre, a potem więcej już w to miejsce nie przyjdą....
Swoją drogą, kiedy opierniczam kelnerke pod Kielcami, że to mięso to nie ma koloru mięsa, tylko jest odpadem pozamrażarkowym, to ona mnie przeprasza, ale przecież tak kazał kucharzowi robić właściciel....
Kucharz napisał(a):
Co do jedzenia. W głównej mierze wynika to z braku umiejętnosci. Po częsci też z przyzwyczajenia Polaków do bylejakosci.
Dokładnie Panowie, bijcie sie w piersi za te Wasze kurna Mci KFC.... bo to myśle sie właśnie od tego bierze,
czasem jak tak siedze nad tym czymś co śmierdzi, zerkne na innych ludzi w knajpie, a oni spoko, wpierniczają te stare miesa i sie cieszą... to załamka mnie bierze.
Wiedzie, że dzicy Indianie z Amazonii nie czują smaków, tak ich natura wyposażyła, że czują tylko kwaśne, a jak kwaśne to zepsute, i tak są w stanie zjeść to, czego my nie jesteśmy w stanie przełknąć bo paskudnie smakuje.
Może to coś genetycznego kurde mamy hehehe
Kucharz napisał(a):
Jak knajpa robi wesela i zostaje wędlina, w poniedziałek się robi fasolkę po bretońsku. Szermiężny przykład, ale wiadomo co mam na mysli.
Dobra rada hehehe, zapytać czy robią wesela na wejściu, jak tak, to już wiemy co się bedzie dziać
Wiecie, ja sie pokusze, że przez to wszystko to mamy najgorszą kuchnie restauracyjną w regionie Europy,
to jest taka trauma, że jak np. jestem w Czechach, na Węgrzech, w głupiej Grecji, to mam problem ze znalezieniem knajpy do zjedzenia.
Bo tak ide i patrze, jedna obok drugiej, mało ludzi, kucharza nie widać, w ogóle jakaś wiocha, nikt nie je, i już jestem pewien że będzie wtopa, a musze coś zjeść.
No i zamawiam, jedzenie jest jak najbardziej ok, zero lipy, wszytsko ok.
I jest szok, że nikt mnie w żywe oczy nie ciął w c...a, że nie było oszustw, że wszytsko było świeże, że niesłusznie małą knajpke uznałem za garkuchnie uruchomianą z mikrofali, a bywało że w takich małych miejscach jadło sie takie przysmaki że sandały spadały...
No i na koniec, to czym większe menu, tym gorszy syf jedzenie....