Witam serdecznie, przewertowałem dziesiątki tematów dotyczących problemów gaśnięcia silnika i niestety żaden nie zdawał się być rozwiązaniem.
A sytuacja wygląda następująco - posiadam E36 z silnikiem M43B16, 94r. Któregoś razu zdarzyło mi się, że podczas jazdy (rozgrzany silnik) auto przestało reagować na pedał gazu i zaczęło przygasać. Pomęczyłem go chwilę, po czym wszystko wróciło do normy i pojechałem dalej. Potem taka sytuacja miała miejsce jeszcze dwa razy (zawsze na ciepłym silniku, w losowych momentach jazdy).
W międzyczasie musiałem też wymienić uszczelkę pod głowicą, bo silnik trawił płyn chłodniczy i wydalał go w postaci pięknej białej zasłony dymnej. A więc auto poszło do warsztatu, okazało się, że pęknięta jest głowica, założona została druga, sprawna, splanowana i sprawdzona. Do tego wymieniona oczywiście uszczelka głowicy, dekla zaworów, rozrządu, kolektorów, olej, filtry, świece i milion innych drobiazgów. Ponadto, podczas "operacji" wycięta została instalacja gazowa (nigdy więcej

), a zbędne otwory w silniku zaślepione. Silnik po całym zabiegu pracuje pięknie, odpala od strzału, nie faluje, nie trzęsie, ma moc, po prostu żadnych niepokojących objawów.
Przejechałem w sumie ~200km i... Wróciła dawna usterka, tyle, że silniejsza. Mianowicie silnik przydusił się, obroty zaczęły spadać i zgasł. Odpaliłem, chodził książkowo 15 sekund, po czym znów zgasł, i tak cały czas. Jedynie wciśnięcie gazu w samą podłogę podrywało silnik do życia i obroty również. Jednak odpuszczenie powodowało znów gaśnięcie. Pomyślałem - przepływka. Odpiąłem, odpaliłem i pojechałem dalej. Poza brakiem mocy nie zauważyłem żadnych niepokojących oznak. Przed domem podpiąłem przepływkę z powrotem - o dziwo, wszystko wróciło do normy. Przejechałem się - OK. Dziś pojechałem na warsztat, po drodze nic się złego nie działo. Na miejscu podpięcie do kompa - dwa błędy: "napięcie czujnika spalania stukowego" i chyba "czujnik CO" (czy jakoś tak, nie pamiętam tego drugiego). Akurat gaśnięcie powróciło, więc odpięliśmy przepływkę, wtedy OK, podpinamy - gaśnie. Pedał w podłogę - wyrywa z obrotami pod niebo. Odpuszczenie - gaśnie. Napięcie wg komputera na przepływce 1V i mniej, po czym spada wraz z obrotami silnika i gaśnie, zatrzymując się na 0,3V bodajże. Diagnoza - walnięty przepływomierz. Na prędce załatwiłem drugi, sprawdzony. Wymieniłem, zadowolony, odpaliłem, przejechałem 200m i...

to samo. Nie wiem już co robić.
Pomożecie? Mam nadzieję, że rzeczowo opisałem sytuację. Z góry dzięki za wszelką pomoc - nie chcę wymieniać czujników, sond i cholera wie czego jeszcze na oślep...
