I am 5 napisał(a):
heh...mandaty proporcjonalne do zarobków- dyskusyjny temat, jakby to miało wejść w życie to chyba trzeba byłoby przeprowadzić referendum...ciekawe jaki byłby wynik...
Wiadomo jaki: ZABRAĆ TYM WSTRĘTNYM BOGATYM!
maaaad napisał(a):
Róność wobec prawa oznacza także równą dolegliwość w razie przekroczenia przepisów.
No to mi dopiero definicja równości wobec prawa!
Kierując się tą "logiką" karę pozbawienia wolności też należałoby mierzyć jakoś. W końcu jak ktoś ma 5 domów, motorówkę, jacht i 15 super lasek to bardziej go będzie bolało pół roku za kratami niż jakiegoś menela cierpiącego głód.
Nie widzisz absurdu w tym co napisałeś?
Definiowanie równości w ten sposób jest niemożliwe, bo nie da się tego obiektywnie zmierzyć. Kwota, to za to obiektywna i wymierna wartość. I za daną kwotę każdy kupi tyle samo kiełbachy czy chleba.
Równość wobec prawa, to równe,
wymierne zasady, dotyczące każdego!
maaaad napisał(a):
KARA MA PEŁNIĆ FUNKCJĘ PREWENCYJNĄ, MA ODSTRASZAĆ OD POPEŁNIENIA WYKROCZENIA/PRZESTĘPSTWA.
maaaad napisał(a):
A czy Ty rozumiesz, jaką funkcję pełnić ma kara?

Kara może spełniać różne funkcje, nie tylko tę prewencyjną i jest chyba na ten temat całkiem sporo mądrych teorii.
Inaczej karę pojmują teorie utylitarne, a inaczej teorie absolutne.
Taki np. Kant, twierdził, że traktowanie kary jako środka do osiągnięcia jakiegoś celu (tu odstraszania) nijak nie da się pogodzić z godnością jednostki.
Skoro jednak wyznajesz zasadę Nemo prudens punit quia peccatum est, sed ne peccetur (nikt rozsądny nie karze dlatego, że popełniono przestępstwo, ale by nie popełniano go w przyszłości), to powinieneś jednak poprzeć pomysł chłosty za niektóre przestępstwa.
Czy sądzisz, że publiczne chłostanie pijanych kierowców, raz w tygodniu na rynku w mieście, nie odstraszyłoby od wsiadania za kółko pod wpływem?
AdRian52 napisał(a):
tonej napisał(a):
AdRian52 napisał(a):
Tak rozumiem, ale prawo powinno być równe dla wszystkich...
a podatki też są progi ?
Podatki to nie kara, z tego się utrzymuje państwo, głupio by było gdyby każdy płacił równy podatek od zarobków...
Małe pytanko dla Ciebie: jaka by była kara gdyby ktoś przekroczył prędkość o 50km/h na 50-tce a nie pracuje, co oznacza że nie zarabia... policzą mu ile ma pokojów, jaki kolor ścian, ile telefonów i od tego mu wystawią mandat?... bez sensu
Nie wiem, czy wiesz, ale RPO zaskarżyl do TK progi podatkowe jako niesprawiedliwe.
Nie wiem zresztą dlaczego dopiero teraz:/
Pomysły uzależniania mandatów od zarobków to IMHO przejaw głębokiej hipokryzji i ludzkiej zawiści.
Wszyscy zgodzą się, że super wysokie mandaty odstraszą od łamania przepisów. Wszyscy się zgodzą, że od łamania przepisów chcielibysmy odstraszać.
To w takim razie, powinniśmy ustalić mandaty w wysokości iluś tam set tysięcy. W efekcie nikt nie odważyłby się przekroczyć prawa na drodze. Ale co? No tak nie można, bo to, bo owo, bo się zdarza, bo pomiar niedokładny, bo się zapomnieć można.
Ale teraz jak rzucić hasło: "im podnieśmy te mandaty!"?
No to wszyscy za. Im tak, nam to nie.
Tak jest właśnie z mandatami uzależnionymi od zarobków. Większość myśli: "mnie to nie dotyczy w sumie, nie jestem najbogatszy" i krzyczy, że jak najbardziej słuszna idea.
Tak jest też z podatkami.
Podnieść najniższy próg? Nie, no skąd, chleb od ust odbierać?!
Podnieść najwyższy? W sumie najbogatsi mogliby poczuć się bardziej odpowiedzialni za resztę społeczeństwa. I tak mają dużo, po co im tyle? Można podnosić!
I w ten oto sposób, politycy żywiący się z podatków, zyskują poklask szerokich mas, wizją odbierania bogatym i dawania biednym.
I naprawdę nie widzę powodu, żebym jako mało zarabiający miał być łagodniej karany za szaleństwa na drodze.
Powtórzę: 500zł to tyle samo biletów do kina, tyle samo paliwa i dla mnie i dla prezesa nokii.